Fundacja W Związku Z Rakiem, ul. Nabycińska 19/306, 53-677 Wrocław, NIP: 897-18-07-063
Iwona

Diagnoza: Chłoniak 

Cel: Leczenie onkologiczne i wspomagające. 

„Mam na imię Iwona i mam prawie 21 lat. Choruje na chłoniaka już dwa lata, ten etap w swoim życiu uważam za przejściowy i mam nadzieję, że już niedługo wyzdrowieje. Z początkiem września dowiedziałam się, że leczenie w którym pokładałam wszelkie nadzieje nie skutkuje, a jest wręcz przeciwnie- progresja choroby.

Zacznę jednak od początku, nowotwór zaatakował mnie wtedy, gdy zaczynałam dorosłe życie, zaczęło się od swędzącej wysypki, najpierw na nogach, a później na całym ciele. W późniejszych miesiącach dołączyło do tego duże osłabienie, poty nocne, gorączki. Pod koniec 2017 roku zdiagnozowano u mnie chłoniaka. Gdy dowiedziałam się co mi dolega zawalił mi się mój cały świat, musiałam zupełnie zmienić swoje życie, w tamtym momencie byłam w czwartej klasie technikum, ale nie mogłam już uczęszczać do szkoły ja inni moi rówieśnicy, bo było to dla mnie zagrożenie. Nie poddałam się dzielnie walczyłam i udało mi się skończyć szkołę, mimo że nie było łatwo. Guz który miałam w śródpiersiu był już spory miał już 11×11×15 cm. Później wszystko szybko się potoczyło, badania i chemia. W planach miałam 6 cykli chemioterapii. Przez 24 godziny na dobę leżałam z kroplówką, a do mojej krwi sączyła się trucizna, która miała mi pomóc i pomogła. Choroba bardzo szybko zaczęła się cofać już po pierwszych chemiach były naprawdę świetne efekty, jednak chemia jak to chemia wykańczała mnie, pozbyłam się włosów, chudłam, nie mogłam jeść. Kiedy udało mi się dotrwać do końca myślałam, że już będzie koniec, że będę zdrowa. Miałam jeszcze radioterapie, która miała wzmocnić efekt leczenia. Nastał dla mnie czas oczekiwania, ale względnie spokojny był to dla mnie okres, niestety końcowe badanie PET ujawniło, że mam nawrót choroby. Dokładnie co do dnia rok później (2018)po rozpoczęciu pierwszego leczenia mój koszmar wrócił. Postanowiono wtedy dać mi zupełnie inną chemię, która niestety dała mi popalić, miałam dwa cykle, ale nie było żadnego efektu. Wtedy udało mi się „załapać” na lek brentuksymab vedotin w których pokładałam wszelkie nadzieję i myślałam, że teraz musi się to udać. Na początku była stabilizacja, lekka poprawa, cieszyłam się, bo miałam nadzieję, że będzie lepiej. Do leczenia dołączono jeszcze chemię, wszystko znosiłam całkiem dobrze, ale…no właśnie jest to „ale”. Z początkiem września dowiedziałam się, że leczenie w którym pokładałam wszelkie nadzieje nie skutkuje, a jest wręcz przeciwnie- progresja choroby. Kolejny raz podcięło mi nogi i mimo tego, że mam coraz mniej siły walczę, nie poddaje się. Obecnie jestem po pierwszym cyklu chemioterapii w planach jest allogeniczny przeszczep komórek macierzystych, ale żeby mogło do tego dojść to muszę osiągnąć remisje choroby, a moją szansą na to jest lek Nivolumab, udało mi się uzyskać refundacje tego leku. Co będzie dalej tego nie wiem, pierwszy raz odkąd choruje nie mam pewności, że wyzdrowieje, ale chce żyć i wierzę w to, że mi się to uda, mam przecież dopiero 21 lat.

W chwili, gdy zaczęłam chorować, cały ten proces leczenia pozbawił mnie kobiecości, ale nie złamało mnie to, odkryłam wtedy swoja pasję, a mianowicie chodzi o wizaż. Postanowiłam, że na ile mogę i na ile pozwoli mi samopoczucie, będę ćwiczyła wykonywanie makijaży. Poznałam na oddziale hematologii sporo kobiet, które różnie znosiły utratę, włosów, brwi, rzęs. Wiem komuś zdrowemu może się to wydawać błahostką, ale jednak osoby, które w tym uczestniczą mają zupełnie inne podejście do tego i do załamania się psychicznie niewiele potrzeba. Dla mnie była to swego rodzaju terapia, bo po wykonaniu sobie makijażu, ubraniu peruki nie czułam się chora i nic na to nie wskazywało, że mam problemy zdrowotne, przyjemniej z wyglądu. Pozwoliło mi to choć na chwilę wrócić do normalności, gdzie znów byłam młoda, zdrowa, beztroska. W przyszłości chciałabym zajmować się wizażem zawodowo i pomagać kobietą takim jak ja odzyskać utracone poczucie kobiecości na wskutek chemioterapii. Poza tym chciałabym założyć rodzinę i jeśli będzie to możliwe mieć dzieci. Jestem zwykłym człowiekiem tak jak każdy z was, jednak, potrzebuję waszej pomocy, żeby mogła dalej żyć i spełniać swoje marzenia.”

Iwonę można wspierać wpłatami na indywidualny numer rachunku: 35 1050 1575 1000 0090 8026 9898.

Bardzo prosimy również o oddawanie 1 % na Iwonę. Rozliczając się wystarczy w deklaracji podać numer KRS 0000550874 z dopiskiem IWONA TROJAŃSKA.

Dziękujemy !